Czy plasterki na zmarszczki działają?

Plastry na zmarszczki to swego rodzaju klasyk. W Stanach Zjednoczonych od ponad 100 lat stanowią kultowe już remedium na linie mimiczne. Używać miały je (i mają nadal) największe gwiazdy Hollywood. Obecnie podobne propozycje znaleźć możemy w ofercie wielu producentów, nie tylko amerykańskich. Te oryginalne wykonywane są z naturalnych składników – papieru z naturalnych włókien oraz gumy z warzywnych ekstraktów. Ale jakie są rezultaty stosowania tej klasycznej metody, będącej prekursorem liftingu?

Plasterki na zmarszczki – jak stosować?

Zdecydowałam się na zakup oryginalnych, klasycznych plasterków amerykańskiej marki. Bez większego trudu znajdziemy je w internetowych sklepach, gdzie cena oscyluje w okolicach 75 – 85 zł. za 144 plasterki. Wybierać można spośród różnych kształtów, w zależności od obszaru, w jakim chcemy je stosować. Po otwarciu opakowania ukazują nam się niepozornie wyglądające plasterki które z jednej strony są matowe, a z drugiej błyszczące. Producent zaleca, aby po dokładnym umyciu twarzy nałożyć krem pielęgnujący i poczekać aż kosmetyk się wchłonie. Gdy skóra jest już gotowa, przez 10 sekund musimy masować miejsce, w którym występuje zmarszczka, co pomoże w przyśpieszeniu krążenia oraz wchłanianiu substancji aktywnych. Następie należy zdjąć zabezpieczenie z plasterka i zwilżyć błyszczącą stronę wodą. W ten sposób ekstrakty warzywne mają zostać aktywowane. Wreszcie można przejść do przyklejania. Producent karze naciągnąć skórę palcami (nie za mocno!), przykleić plaster i upewnić się, że dokładnie przylega do twarzy. Plaster może zostać usunięty przez zwilżenie go wodą i odklejenie po 10 sekundach. Powinien jednak przebywać na skórze co najmniej 3 godziny, najlepiej podczas snu. Producent twierdzi również, że należy stosować plasterki codziennie przez 30 dni. Po miesiącu w celu podtrzymania efektów można używać plasterków 4 razy w tygodniu.

Zobacz, jak ćwiczyć mięśnie twarzy, aby nie mieć zmarszczek – pisze natemat.pl

Ja stosowałam plasterki przez dokładnie 30 dni, przyklejając je wieczorem i zdejmując rano. Właśnie podczas snu wszelkie procesy regeneracyjne są zintensyfikowane, a więc rezultaty powinny być najlepsze. Poza tym niełatwo wygospodarować w ciągu dnia 3 godziny, aby w samotności siedzieć z plasterkami przyklejonymi do twarzy. Ja przyklejałam je w miejscu występowaniu kurzych łapek, bo to właśnie najbardziej problematyczny obszar mojej twarzy. Można je jednak aplikować praktycznie na każdą zmarszczkę. Ich działanie jest dwukierunkowe. Po pierwsze wyprodukowano je na bazie ekstraktów z warzyw, więc zawierają wiele witamin i składników aktywnych, które działają pozytywnie na skórę. Jednak istotą jest oddziaływanie na mięśnie, właśnie przez swoją formę. Plastry mają rozluźniać napięcia mięśniowe, a więc  działać na zmarszczki mimiczne, które w dużej mierze są efektem właśnie napinających się ścięgien.

Po pierwszym użyciu skóra była przyjemna w dotyku i delikatna. Zmarszczki nie zostały wygładzone w spektakularny sposób, ale cera wydawała się wyglądać po prostu ładniej. Wyraźniejsze efekty widoczne były w połowie kuracji, kiedy to skóra po zdjęciu plasterka wyglądała na nieco gładszą. Po trzydziestu dniach zmarszczki faktycznie wydały się płytsze, a skóra gładsza. Nie zostały wymazana jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale takich efektów nie obiecuje nawet sam producent. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona, bo nie spodziewałam się jakichkolwiek efektów. Na pewno nie są to rezultaty porównywalne z botoksem, jak twierdzą niektórzy. Jednakże efekty są wyraźne. Może być to też kwestia specyfiki moich zmarszczek, które ewidentnie są efektem częstego mrużenia oczu. Nie wiem, jak plastry poradziłyby sobie z głębokimi bruzdami (np. na czole), ale z kurzymi łapkami radzą sobie naprawdę nieźle. Co istotne nie podrażniły moich niezwykle wrażliwych oczu. To ciekawa alternatywa dla osób, które chcą poprawić stan skóry i spłycić zmarszczki mimiczne nie poddając się inwazyjnym zabiegom. Plasterki wydają się także stanowić dobrą profilaktykę przeciwzmarszczkową.

Obecnie oprócz stosowania plasterków (3 razy w tygodniu) nakładam również codziennie krem przeciwzmarszczkowy Richevon. Efekty są więcej niż zadowalające.